Relacja z Olympus Perspective Playground

Wystawa na Olympus perspective plauground

We Wrocławiu właśnie dobiegła końca interaktywna, fotograficzna wystawa przygotowana pod szyldem marki Olympus. 300 aparatów na wyciągnięcie ręki, ponad 20 spotkań warsztatowych, 9 instalacji artystycznych, 24 dni i ogrom zainteresowanych.

Sprawdź jak Perspective Playground zaczarował uczestników i dlaczego podczas tej wystawy cztery godziny mijały w okamgnieniu!

Wystawa na Olympus perspective plauground

Pomysł

Pomysł festiwali fotograficznych Olympusa nie jest nowy. W ubiegłym roku (2018) wydarzenia te odbyły się w szesnastu miastach w Europie, a uczestniczyło w nich ponad 400 000 osób. Po raz pierwszy jednak wystawa zagościła w Polsce. Wrocław został wybrany nieprzypadkowo –  Olympus otworzył tu w zeszłym roku centrum usług biznesowych.

Wstęp na teren festiwalu był darmowy, wystarczyło zarejestrować się na stronie organizatora. Dodatkowo każdy z uczestników miał możliwość bezpłatnego wypożyczenia jednego z aparatów bezlusterkowych Olympus: typu OM-D lub PEN.

Wystawa i warsztaty

Na wejściu, gości witała przestrzeń wypełniona 56-cioma fotografiami, wykonanymi przez ambasadorów firmy. Niektórych autorów można było spotkać osobiście podczas prelekcji warsztatowych. Tematyka zajęć była bardzo zróżnicowana: od fotografii dziecięcej i portretowej, przez zdjęcia przyrodnicze, podróżnicze i makro, a na fotografowaniu wnętrz kończąc.

Wystawa fotografii

Uczestnicy mieli również do dyspozycji w pełni wyposażone studio fotograficzne do ćwiczeń, a nawet profesjonalną modelkę (mówię tutaj o warsztatach, w których sama brałam udział). Poza warsztatami, przy odrobinie szczęścia i cierpliwości można było również samemu wcielić się w rolę modela i wrócić do domu z pięknymi zdjęciami portretowymi.

Fotograficzne instalacje

Kolejne punkty na trasie to wręcz upust pomysłowości projektantów. Na uczestników czekały przestrzenne konstrukcje stworzone specjalnie na tę okazję. Udział w ich tworzeniu brali światowej sławy artyści tacy jak Morag Myerscough, Luke Morgan, Marcus Doering czy Ben Lauber.

Resonant Space

Pierwszą instalacją na trasie spaceru był Resonant Space – konstrukcja, w której każdy ruch wewnątrz dużego sześcianu wywoływał zmianę efektów dźwiękowych oraz wyświetlanych na ścianach animacji. Lustrzany sufit i podłoga dodatkowo potęgowały niesamowite wrażenie i tworzyły przestrzeń do surrealistycznych ujęć. Nawet z zewnątrz, ściany pokryte kolorowymi projekcjami tworzyły interesującą przestrzeń do zdjęć.

Kalejdoskop

Kolejnym stanowiskiem był kalejdoskop tunel o przekroju sześciokąta, wyłożony od wewnątrz odbijającymi światło panelami. Na jego końcu znajdowała się mieniąca się różnymi kolorami instalacja. Umieszczając modela w środku, można było wskutek gry świateł i cieni uzyskać efekt znany z dziecięcych zabawek.

Gdzie gasną światła…

Następne atrakcje znajdowały się w strefie, gdzie co 2-3 minuty gasły światła. Ciemność podkreślała fluorescencyjne barwy i iluminacje zastosowane na poszczególnych stanowiskach.

Goście do dyspozycji mieli zasłonę z kulistych światełek oraz ogromną fluorescencyjną tarczę – The Sun, na której w ciemności można było zrobić wspaniałe zdjęcia sylwetki.

Dalej znajdowała się przestrzeń, w której umieszczono tabliczki w geometryczne wzory. Leżąc na podłodze pośród nich można było zrobić zdjęcie swojego odbicia w wiszącym nad głową lustrzanym panelu.

Tuż obok znajdowały się dwie kolorowe, geometryczne konstrukcje. Robiąc zdjęcia z odpowiedniej perspektywy można było uchwycić tam ciekawe efekty złudzeń optycznych. Pierwsza instalacja złożona była z kolorowych ścianek ustawionych jedna za drugą, Pomiędzy nimi można było umieścić modela. Druga atrakcja umieszczona w rogu pomieszczenia, stworzona była z dwóch ścian i podłogi oraz ruchomych elementów – wszystko pokryte było kolorową mozaiką. Uczestnicy mogli również skorzystać z przygotowanych kształtów i znaków, które dodatkowo urozmaicały zdjęcia.

Następne w kolejce były: słup oklejony folią, tworzącą trzy tafle krzywego zwierciadła oraz trzy duże huśtawki ze światełkami, które przy długim czasie naświetlania dosłownie „malowały na zdjęciach”.

Klatka po klatce

Na osobnym stanowisku, można było przetestować swój refleks i zrobić serię zdjęć pękającego balonika z wodą. Odwiedzający mogli przyjrzeć się szczegółom na wykonanych zdjęciach i dostrzec to, czego w ułamkach sekundy nie jest w stanie zarejestrować ludzkie oko.

EyeCatcher

A skoro mowa o oczach – widzieliście kiedyś swoją tęczówkę w powiększeniu? Podczas wystawy była ku temu dobra okazja. Instalacja EyeCatcher pozwalała na wykonanie jej zdjęcia przy pomocy specjalistycznego sprzętu. Następnie wyświetlano je na pobliskim ekranie. Pamiątkowe zdjęcie na tle swojego oka? Czemu nie!

Ostatnią, ale nie mniej interesującą atrakcją było pomieszczenie do malowania światłem. Można było tam wykonać niesamowite zdjęcia sylwetki lub spróbować samemu coś zmalować 🙂

A na koniec…

Ostatnim punktem na trasie była kolejka… do wywołania zdjęć. Przy wyjściu ustawione zostały dwie maszyny, przy użyciu których uczestnicy wywoływali kilka zdjęć zrobionych podczas wystawy zupełnie za darmo. Trzeba było tylko odczekać swoje.

Wyprawa kończyła się zwróceniem aparatu przy wyjściu. Karta pamięci SD i wydrukowane zdjęcia były prezentem dla każdego odwiedzającego festiwal.

Dla początkujących i doświadczonych

Olympus Perspective Playground to jedna z lepiej przemyślanych akcji promocyjnych jakie kiedykolwiek widziałam. Oprócz nieodpłatnego przekazania sprzętu do przetestowania, firma zainwestowała w przygotowanie interesującej przestrzeni, gdzie dobrze bawili się zarówno początkujący, jak i doświadczeni fotografowie. Przygotowane atrakcje były przemyślane i nie można było się nudzić nawet przez chwilę! Do dyspozycji uczestników pozostawała obsługa, która sama podsuwała nowe rozwiązania i pomysły na wykorzystanie sprzętu Olympusa!

Ale, ale, żeby nie wyszło, że wszystko udało się idealnie….

Otóż zainteresowanie wystawą podczas ostatniego weekendu jej trwania przerosło chyba oczekiwania organizatorów. Kolejki do atrakcji dawały się we znaki wszystkim. Trudno też było wykonać zdjęcia bez niepożądanych osób w tle… Taka moja rada na przyszłość – nie zostawiajcie wizyty w takim miejscu na ostatnią chwilę 🙂

Jeśli chodzi o warsztaty towarzyszące wydarzeniu Olympusa, to idea i poziom były świetne, jednak organizacyjnie mogło być to rozwiązane lepiej (poczynając od samych zapisów). Na jedne z nich na przykład nie udało mi się dotrzeć na czas (zaskoczyła mnie ogromna kolejka przed wejściem). Mimo wszystko same spotkania były interesujące i bardzo polecam brać w nich udział.

Miejmy nadzieję, że to nie ostatnia taka akcja w Polsce, bo już nie mogę doczekać się kolejnej edycji i kolejnych kreatywnych rozwiązań Olympusa. Jeśli nie udało się wam dotrzeć w tym roku, na zdjęciach w tym wpisie możecie znaleźć namiastkę moich możliwości w tej przestrzeni.

Sprzęt fotograficzny Olympus

Swoją drogą, ciekawe jak bardzo wzrośnie zainteresowanie sprzętem fotograficznym po tego typu wydarzeniu? Wiadomo, że bardzo ciężko przestawić się ze swojego aparatu dajmy na to Canona czy Nikona na rzecz używanego tylko przez kilka godzin Olympusa. Z drugiej strony, przy rosnącej popularności bezlusterkowców, być może te kilka godzin użytkowania przekona użytkowników, że będą one dobrą alternatywą na przykład na wakacyjne wyjazdy?

Osobiście, na co dzień używam właśnie aparatu od Olympusa – OM-D E-M10 Mark II z obiektywem M.ZUIKO DIGITAL 45mm 1:1.8, który bardzo polecam! Nie tylko do zdjęć, ale również do animacji poklatkowej której efekty znajdziecie o tutaj. U mnie sprawdził się również w podróży!

Podczas wydarzenia miałam też okazję przetestować inne modele aparatów, z których szczególnie przypadł mi do gustu (niestety jeden z droższych) Olympus OM-D E-M1 Mark II. Właśnie nim wykonana jest część zdjęć z tego wpisu.

Na koniec dziękuję wszystkim moim modelom, którzy dzielnie znosili kilkugodzinne spacery po terenie starej zajezdni Dąbie i zapraszam do śledzenia mojego nowego projektu 365 simple portraits (o którym parę słów poniżej).

Dzięki!


Wraz z początkiem marca wystartowałam z projektem 365 simple portraits. Na dedykowanym profilu na instagramie każdego dnia przez cały rok będzie pojawiał się jeden czarno-biały portret.

Kolekcja zdjęć wciąż rośnie!

Jeśli chcesz śledzić moje postępy i motywować mnie do pracy – zapraszam do śledzenia, komentowania i dzielenia się ze znajomymi 🙂

Poza tym tutaj znajdziesz moje portfolio. Tam też niebawem pojawi się kilka nowych zdjęć (między innymi z opisywanego przeze mnie festiwalu).

Jeśli podobają się wam moje zdjęcia, serdecznie zapraszam do kontaktu!


Spodobał Ci się dzisiejszy wpis?
Chcesz być na bieżąco z kolejnymi?
Polub nas na facebooku i zapisz się na newsletter.

Start the discussion

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *